Autor: Daniel Lacalle,
Kryzys jena w Japonii obnaża długotrwałą porażkę strategii keynesowskiej, która dominowała w polityce gospodarczej tego kraju: chroniczne deficyty, rosnący dług publiczny i sztucznie wywoływana inflacja niszczą obecnie siłę nabywczą, konkurencyjność oraz stabilność monetarną Japonii.
Przez dziesięciolecia wielu głównych analityków wskazywało na Japonię jako dowód na to, że bogaty kraj o „suwerenności monetarnej” może utrzymywać ekstremalnie wysoki dług publiczny bez istotnych konsekwencji. Argument był prosty: dopóki państwo może emitować własną walutę, zawsze może wydrukować tyle, ile potrzeba, aby pokryć deficyty, refinansować dług i wspierać wydatki publiczne.
W rzeczywistości oznaczało to wzrost długu publicznego do około 250% PKB, jednego z najwyższych poziomów w świecie rozwiniętym, przy jednoczesnym wielokrotnym zwiększaniu wydatków rządowych i pozostawianiu dużych, trwałych deficytów. Nawet MFW zauważa, że nawet po kilku latach umiarkowanego wzrostu, ostrożność jest „kluczowa dla utrzymania wskaźnika długu do PKB na wyraźnie spadkowej ścieżce”, przyznając, że obecny poziom stanowi strukturalną słabość.
Pozorna stabilność Japonii zależała od kluczowego czynnika zewnętrznego – ogromnej zdolności eksportowej kraju.
Jako wiodący eksporter samochodów, technologii i dóbr kapitałowych, kraj przyciągał ciągły napływ dolarów amerykańskich i kapitału zagranicznego, co wspierało stabilną walutę i utrzymywało niską inflację, mimo nadmiernych wydatków fiskalnych. Ta warstwa ochronna szybko eroduje. Inflacja ogólna wzrosła nieznacznie z 1,4% w kwietniu 2026 r. do 1,5% w maju, podczas gdy inflacja bazowa utrzymała się na poziomie 1,4%, wciąż poniżej celu Banku Japonii wynoszącego 2%, ale wyraźnie dodatnia po trzech dekadach niemal zerowego wzrostu cen.
Kluczowym elementem modelu japońskiego był jego silnik eksportowy oraz „złota gęś” napływu kapitału.
Te dwa czynniki pozwalały krajowi żyć z dużym długiem i deficytami, nie wywołując natychmiast wysokiej inflacji. Jednak ten miraż znika, ponieważ wyniki zewnętrzne słabną, a inflacja, choć umiarkowana, uderza w realne dochody.
Keynesizm nie pobudził wzrostu ani nie poprawił życia obywateli japońskich. Tylko rozdmuchał niezrównoważony aparat rządowy.
Najnowsze dane pokazują, że wzrosty cen są obecnie szeroko rozpowszechnione, a nie ograniczone do kilku kategorii. W maju 2026 r. ogólna inflacja CPI wyniosła 1,5% rok do roku. Jednak ceny żywności wzrosły o 3,5% rok do roku, co jest ciężarem dla gospodarstw domowych. Inflacja dóbr wynosiła 2,0%, podczas gdy inflacja usług kształtowała się na poziomie około 1,0%.
Ukryte presje inflacyjne, szczególnie w sektorze usług i sektorach wrażliwych na płace, są teraz wbudowane w system, a nie stanowią izolowany szok energetyczny. Tymczasem realne wynagrodzenia netto stagnują lub spadają. Obywatele Japonii stoją przed kryzysem dostępności cenowej.
Władze, obsesyjnie skupione przez lata na absurdalnym „ryzyku deflacji”, świadomie próbowały wypchnąć inflację powyżej zera, mając na celu erozję realnej wartości zasobu długu publicznego. Osiągnęły umiarkowaną inflację, ale kosztem erozji realnych płac. Mimo nominalnych wzrostów wynagrodzeń, płace skorygowane o inflację spadały przez cztery kolejne lata fiskalne, z samym tylko spadkiem realnych płac o 0,5% w roku fiskalnym 2025. Obywatele są biedniejsi, podczas gdy rząd jest większy, nawet jeśli główne wskaźniki makroekonomiczne wskazują na stabilność.
Najbardziej widocznym objawem wyczerpania tego modelu jest jen. Pomimo repeated interwencji Banku Japonii i przesunięcia w kierunku wyższych stóp procentowych (stopa referencyjna BOJ znajduje się obecnie na najwyższym poziomie od połowy lat 90.), waluta spadła do poziomów niewidzianych od prawie czterdziestu lat. Każda próba obrony jena przynosi krótkotrwały odbicie, ale szerszy trend odzwierciedla obawy rynków dotyczące długoterminowej zrównoważoności fiskalnej i monetarnej Japonii.
Japonia nie bankrutuje w ścisłym znaczeniu tego słowa; niszczy swoją walutę, co jest równoważne z domyślnym defaultem.
Nikt nie chce upadku Japonii, ale model nie dostarczył niczego w ostatniej dekadzie. MFW mówi o solidnym wzroście produkcji, silnym popycie krajowym i niskim bezrobociu. Jednak popyt krajowy i PKB są maskowane przez stale rosnące wydatki rządowe, podczas gdy niskie bezrobocie jest konsekwencją trudnych warunków demograficznych. Populacja Japonii starzeje się i kurczy, a keynesizm utrudnił rodzinom rozwój i posiadanie dzieci.
Gdyby PKB i popyt krajowy były naprawdę silne, kraj miałby silną walutę. Zamiast tego słabość jena ujawnia sceptycyzm inwestorów wobec modelu, który łączy bardzo wysoki dług, strukturalnie dodatnią inflację i dekady stagnacji realnych płac.
Japonia uniknęła formalnego defaultu suwerennego i nagłego zatrzymania finansowania nie dlatego, że model keynesowski jest zdrowy, ale dlatego, że kraj nadal przyciąga „gigantyczny” napływ kapitału zagranicznego i inwestycji. Te napływy dostarczają dolary, wspierają ceny aktywów i pomagają utrzymać system przy życiu pomimo jego wewnętrznych sprzeczności. Bank Japonii, obsesyjnie dążący do podnoszenia cen aktywów poprzez zwiększanie udziałów w ETF-ach, pokazuje, że bardziej interesują go liczby nagłówkowe niż koszt życia obywateli.
Na pierwszy rzut oka sytuacja płacowa na początku 2026 roku wygląda obiecująco. Średnie zarobki pieniężne wzrosły o 3,5% rok do roku w kwietniu 2026 r., co oznacza 52. kolejny miesiąc nominalnych wzrostów płac i najszybsze tempo od końca 2024 r. Płaca podstawowa wzrosła o 3,4%, a płace nominalne rosły we wszystkich sektorach – od przemysłu i budownictwa po informację, komunikację i finanse. Dane rządowe pokazują, że w marcu płace nominalne wzrosły o około 2,7%, podczas gdy wskaźnik inflacji konsumenckiej używany do obliczania realnych płac wynosił 1,6%, co pozwoliło na wzrost realnych płac o około 1% w tym miesiącu. Jednak te miesięczne poprawy nakładają się na dłuższy trend, w którym inflacja wyprzedzała wzrost płac. W roku fiskalnym 2025 realne płace spadły o 0,5%, a niewielkie odbicie może być krótkotrwałe, ponieważ szacunki wskazują na kolejny rok z ujemnymi realnymi płacami w 2026 r. Realne płace w Japonii stagnują od nearly 30 lat, odkąd osiągnęły szczyt w 1997 r. Inflacja, którą politycy chcieli wygenerować, ostatecznie niszczy standard życia obywateli, których popyt ma rzekomo podtrzymywać wzrost.
W tym kontekście wezwania do dalszego podnoszenia podatków w celu stabilizacji finansów publicznych ryzykują wpchnięcie systemu w kolejne błędne koło. Wyższe opodatkowanie prawdopodobnie osłabiłoby inwestycje i napływ kapitału, podważyłoby konkurencyjność i nasiliło presję na gospodarstwa domowe. Imigracja, często proponowana jako rozwiązanie demograficzne, może podnieść agregatowe PKB, ale także zwiększyć napięcie fiskalne, gdy finanse publiczne są już głęboko niezrównoważone, jak widać w innych gospodarkach rozwiniętych.
Sytuacja Japonii nie jest nagłym wypadkiem; jest kulminacją polityk, które zawodziły przez dziesięciolecia. Bogactwo kraju, zdolność eksportowa i napływ kapitału pozwalały mu żyć z dużymi nierównowagami przez długi czas. Różnica dzisiaj polega na tym, że tradycyjne mocne strony osłabły, a najnowsze dane uwidaczniają problemy strukturalne.
Japonia pokazuje strukturalną porażkę podejścia politycznego, które „zawsze stara się powiększać nierównowagi publiczne kosztem obywateli”. Eksperyment keynesowski w Japonii miał na celu udowodnienie, że rząd jest kluczowym silnikiem wzrostu, ale zamiast tego przyniósł długoterminową stagnację, wysoki dług i erozję realnych dochodów. Słabość jena jest jedynie objawem większej choroby: statyzmu. A niektórzy chcą powtórzyć to w twoim kraju.

