Po piątkowych doniesieniach, że nastroje konsumentów spadły do historycznie najniższego poziomu w gospodarce wstrząśniętej konsekwencjami programu ceł prezydenta Donalda Trumpa i wojny z Iranem, laureat Nagrody Nobla w dziedzinie ekonomii Paul Krugman ostrzega, że sytuacja ma się stać „naprawdę, naprawdę brzydka".
„Liczby są straszne, ludzie" – powiedział. „Osiągamy rekordowo niski poziom nastrojów konsumentów, co wpisuje się w ogólny obraz. Wiemy, że ludzie są bardzo zdenerwowani cenami. Są bardzo niezadowoleni z zarządzania gospodarką. Po prostu nie czują, żeby ktokolwiek, kto jest u steru, miał jakiś sensowny plan. I to wszystko jest prawdą."
Według Krugmana, choć ludzie słusznie martwią się tymi doniesieniami, „to tak naprawdę nie jest główny problem. Naprawdę poważnym problemem są oczekiwania inflacyjne."
Jak wyjaśnia, choć krótkie okresy podwyższonej inflacji są do przewidzenia i tolerowania, zazwyczaj wskaźniki wracają do normy po pewnej korekcie kursu. Ale jeśli inflacja utrzymuje się wystarczająco długo, by stać się tym, co eksperci nazywają „zakorzenioną", staje się „naprawdę, naprawdę poważnym problemem".
„Jeśli zastanowisz się, jak ustalane są płace i ceny" – wyjaśnia – „pomyśl o procesie inflacji. Nie wszystkie ceny są ustalane w tym samym czasie. Istnieje rodzaj wyścigu, w którym każda firma, każdy pracodawca, ustala ceny w oparciu zarówno o inflację z przeszłości, jak i inflację, której oczekuje w przyszłości. Zerkają przez ramię na to, jakie ceny ich zdaniem będą stosować konkurenci. Zerkają przez ramię na to, co ich zdaniem stanie się z ich kosztami." A ponieważ zmiana niektórych cen jest kosztowna i zakłócająca, są one zazwyczaj ustalane z dużym wyprzedzeniem, więc zależą od tego, co ludzie „myślą", że będzie stanem cen w przyszłości.
Tworzy to szkodliwą pętlę sprzężenia zwrotnego.
„Jeśli masz skok inflacji, jeśli inflacja przychodzi i odchodzi, ale nie zostaje wbudowana w oczekiwania wyższej inflacji na długi czas, to okej, przetrwasz to. Może ludzie wyrzucą niekompetentnych polityków, ale przetrwasz to" – mówi Krugman. „Jeśli zostanie wbudowana w oczekiwania, to jest znacznie trudniejsza sytuacja. Musisz wtedy jakoś wycisnąć te oczekiwania wysokiej inflacji z gospodarki, bo jeśli tego nie zrobisz, inflacja będzie się po prostu nakręcać. Ceny będą rosnąć, bo wszyscy oczekują wzrostu cen, a te oczekiwania zostaną potwierdzone i tak to trwa dalej."
Według Krugmana, historycznie rzecz biorąc, jednym z niewielu sposobów wyjścia z takiego cyklu jest „przepuszczenie gospodarki przez wyżymaczkę". Przytacza lata 70. i 80. – kolejną historycznie złą erę dla nastrojów konsumentów – kiedy utrzymująca się wysoka inflacja sprawiła, że ludzie oczekiwali jej utrzymania i tak rzeczywiście się stało. „Inflacja została ostatecznie opanowana, ale stało się to kosztem lat skrajnie wysokiego, dotkliwego bezrobocia."
Krugman zwraca teraz uwagę, że oczekiwane wskaźniki inflacji są najgorsze od kryzysu lat 80.
„To mówi nam, że przeciętny człowiek zaczyna wierzyć po szoku taryfowym i teraz szoku irańskim, że jesteśmy w środowisku wyższej inflacji" – wyjaśnia. „I musimy podejrzewać, że ludzie podejmujący decyzje cenowe myślą tak samo. Zaczną wbudowywać te oczekiwania w ceny. Zaczynamy więc dostawać to, czego wszyscy w branży ekonomicznej się boją, czyli zakorzenionej inflacji. Jeśli tak się dzieje, to koszty politycznych porażek, politycznej głupoty z ostatniego półtora roku będą znacznie większe, niż ktokolwiek teraz szacuje."
Krugman kończy poważnym ostrzeżeniem.
„Będziemy mieć do czynienia z niezwykle bolesną sytuacją" – podsumowuje. „Wygląda na to, przynajmniej według tych wstępnych wskazań, że Donald Trump zdołał stworzyć rodzaj środowiska, jakie mieliśmy pod koniec stagflacji lat 70., co oznacza, że będzie to naprawdę, naprawdę brzydkie i że będziemy płacić cenę za te niefortunne przygody przez wiele lat."


